X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Kim są ci ludzie? O, ci są niezli: Fr�d�ric-Xavier Montjac, książę Bretanii, oraz jego młodszy bratAlen�on.No tak, ale Alen�on ma dopiero siedemnaście lat.Z drugiej strony ich kuzyn manajwiększą winnicę w Normandii& Arr�te! Arr�te!  wykrzyknęła Oceana, zbiegając znów na dół. Chcesz mi powiedzieć,że wszyscy ci ludzie będą dziś gośćmi na balu? Oni i cała rzesza im podobnych.Oceana zadarła nas i przez chwilę rozważała sytuację. Czy to jest statek, który proponujesz mi jako środek transportu?  spytała wreszcie,wskazując na jacht kołyszący się przy kei. Aódz Kleopatry to to nie jest  orzekła. Szampan już się chłodzi w lodzie i przygotowałem minitarty ze szparagami.Wiem, jakuwielbia pani szparagi.To tylko półgodzinny rejs przez zatokę. Oceana ściągnęła usta. Cóż, sądzę, że będą stęsknieni za kobietą mojej klasy.Nie chciałabym ich zawieść.Odrzuciła głowę do tyłu i dumnie wkroczyła po trapie na pokład.Nie przyszło jej dogłowy, by pomóc Charliemu, który bez słowa pokuśtykał dalej, by uruchomić silnik.W oknie wysoko na zamkowej wieży stała Róża Djones, obserwując odpływających. Charlie Chieverley powinien sobie zbadać głowę  powiedziała kwaśno do Galliany.Gdybym to ja miała spędzić wieczór z Oceaną Noire, tylko jedna z nas wróciłaby żywa.Stała w gabinecie komendantki, z nadjedzonym ciastkiem w dłoni.Wsunęła do ust ostatnikęs i oblizała palce. Tak się cieszę, że rumowe ciacha wróciły do jadłospisu  skoro wypadł z niego Jupitus. Wciąż nie rozmawiacie ze sobą?  spytała Galliana.Komendantka pochylała się nad biurkiem, badając mapę Chin przez szkło powiększające. A o czym mielibyśmy gadać?  Róża wzruszyła ramionami. Zimna z niego ryba, otco.Całe szczęście, że obrączka nie trafiła na mój palec.Galliana uniosła głowę i przyjrzała się swojej starej przyjaciółce.Róża westchnęła cichoi odwróciła się od okna. Wybacz.To samolubne z mojej strony, że tak paplam i paplam, podczas gdy ty masz nagłowie o wiele ważniejsze sprawy. Wcisnęła się na fotel obok komendantki i obrzuciłaspojrzeniem mapę. Myślisz, że już znalezli Xi?  spytała.Galliana westchnęła głęboko.Drżała jej warga, a pod okiem wyrosła łza. Och, kochanie&  przejęła się Róża. Co się dzieje? Nie powinnam ich była tam posyłać  załkała Galliana. Wolałabym, żeby popełniałkolejne zbrodnie, niżby ginęli kolejni ludzie, których kocham.Powinnam była powstrzymać ichprzed wyruszeniem do Chin, nalegać na powrót& Tym się zajmujemy.Po to tutaj jesteśmy.Jesteśmy strażnikami historii. Róża starałasię ukryć fakt, że jest wstrząśnięta.Od dziesięcioleci nie widziała Galliany we łzach.Komendantka pokręciła głową. Powinnam ich chronić, a nie posyłać w szpony tego& tego& Xi jest tak nieludzko zły,Różo, jego dusza jest czarna jak noc.W innych zachował się choć okruch człowieczeństwa, aleon jest jak wcielony diabeł.Róży dreszcz przebiegł po plecach.Otworzyła swój nieodłączny sakwojaż, wydobyła zeńwymiętą chusteczkę i zaczęła osuszać nią twarz przyjaciółki. No już& Rozchmurz się.Bo jak nie, to zabiorę cię na ten bal do Saint-Malo i zmuszędo tańczenia polki. Jeszcze jej nie wynaleziono  odparła Galliana, a na jej ustach zagrał cień uśmiechu. Tak już lepiej.Nie może być tak, że zasłużona komendantka Tajnej Służby StrażyHistorii rozkleja się jak Maria Antonina.Rozległo się pukanie, skrzypnęły drzwi i do pokoju wsunęła się głowa Fredrika Isaksena.Szwed uśmiechał się zawadiacko. Ach, tu jesteście!  ucieszył się. Właśnie zaczyna się cudny zachód słońca.Byłemciekaw, czy któraś z was miałaby ochotę wyjść na zewnątrz i obejrzeć go ze mną? Mam otwartąbutelczynę: bardzo zacne margaux, rocznik tysiąc siedemset osiemdziesiąty siódmy.Oficjalnie mówił do nich obu, ale jego bałamutne spojrzenie było przeznaczone dla Róży. Różo, kochanie, może pójdziesz z Fredrikiem, a ja tu sobie spokojnie dokończę? powiedziała Galliana.Widząc, że jej przyjaciółka zamierza protestować, pochyliła sięi wyszeptała jej do ucha:  Idz.Dobrze ci to zrobi.Róża lekko ścisnęła jej dłoń.  Daję ci jeszcze pięć minut, a potem zostaw mapy i chodz do nas  powiedziała, po czymzarzuciła na ramię sakwojaż i ruszyła do wyjścia.Fredrik przytrzymał dla niej otwarte drzwi. Czy mogę być tak śmiały i powiedzieć, że prześlicznie dziś wyglądasz?  wymruczał.Cynober to twój kolor. Możesz być tak śmiały, jak tylko zechcesz, Fredriku  odpowiedziała, puszczając oczkodo Galliany.Nagle jej uśmiech zgasł, bo oto korytarzem sunął w ich stronę Jupitus Cole.Zrazuignorował Różę, ale zrównawszy się z nią, skłonił nieznacznie głowę. Fredriku& Panno Djones&  powiedział sucho.Krzywiąc się z irytacji, Róża przez chwilę patrzyła na oddalającego się byłegonarzeczonego.Potem wzięła swojego towarzysza pod rękę i powiedziała nienaturalnie głośno: Dobrze, Fredriku, chodzmy obejrzeć ten zachód słońca. Hm, niech pomyślę& Mój idealny mężczyzna, powiadasz?  zastanawiała się Oceana,żując szparag.Siedziała na pokładzie z tacą smakołyków u boku.Charlie stał za sterem, nawigując przezgładkie letnie morze z Panem Drakiem na ramieniu. Byłby wprost idiotycznie bogaty.Nieskazitelne maniery, naturalnie& Roztropny,szarmancki, wspaniałomyślny& I nie lubię włosów w nosie ani wielkich stóp. No i przypuszczam, że chciałaby pani, aby ją kochał  podpowiedział Charlie.Akceptował taką, jaka jest.To też ważne, nieprawdaż?Oceana skrzywiła się. To brzmi cokolwiek prostacko, nie sądzisz? Może skuszę się jednak na jedną tartę  powiedział Charlie, żeby zmienić temat. Ojej, nie wiedziałam, że też będziesz chciał jeść. Oceana roześmiała się beztrosko.Sprzątnęłam wszystkie.Charlie uśmiechnął się z zaciśniętymi ustami i spojrzał w dal, zastanawiając się, co gopodkusiło, żeby wybrać się na tę wyprawę.Co robili teraz jego przyjaciele? Zawsze marzyło podróży do Chin, kraju o tak fascynującej kulturze, tak pełnego niespodzianek. Przed nami Saint-Malo  oznajmił.Oceana spojrzała w stronę dziobu, mrużąc oczy.Mury miasta jarzyły się w promieniachzachodzącego słońca.Sześciobok przysadzistych obwarowań osłaniał piramidę ciemnoszarychbudynków, z katedrą wyznaczającą wierzchołek.Charlie zacumował w porcie i Oceana tanecznym krokiem zeszła na brzeg, nie zwracającnajmniejszej uwagi na swojego towarzysza.Przywołany przez Charliego fiakier powiózł ichprzez labirynt wąskich uliczek, by zatrzymać się przed okazałym, jasno oświetlonym pałacem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lunamigotliwa.htw.pl
  •