X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wykłócanie się nam nie pomoże.Musimy wykombinować, co zrobić.Simone wzdrygnęła się, zaskoczona tym wybuchem.- Wybacz mi - powiedziała, poprawiając się w fotelu.- Masz rację.Obojejesteśmy przerażeni.Nie chciałam sugerować.- Wiem, że nie chciałaś.Zatrzymajmy się na parę minut, ochłońmy ipomyślmy, co dalej zrobić. Zaparkowali na polanie wśród sosen, wysoko na zboczu góry wznoszącej sięnad miastem.Pod nimi, nie więcej niż trzy kilometry dalej, chmara błyskającychświateł zgromadziła się na stacji kolejowej.Jonathan naliczył dziesięć wozówpolicyjnych i dwie karetki.Wetknął palec wskazujący w schludną okrągłą dziurkę, którą kula wywierciław desce rozdzielczej.- Tamci ludzie.Jeden nie żyje, drugi jest co najmniej poważnie ranny.Niemogę tak siedzieć.Musimy wyjaśnić, co się stało.Muszę im powiedzieć, że tacała sprawa to jedna wielka pomyłka.Zaatakowali niewłaściwą osobę.- Popatrz na dziurę po kuli, Jon.To twoja policja ją zrobiła.A teraz chceszoddać się w ich ręce? - Simone z irytacją uniosła dłonie.- Jaki mam wybór? W tej chwili każdy glina w kantonie i prawdopodobnie wcałym kraju ma nasze rysopisy.Wysoki szpakowaty Amerykanin podróżujący zciemnowłosą kobietą srebrnym bmw seria pięć.Za godzinę będą mieli naszenazwiska.a przynajmniej moje.Aatwo nas znajdą.- A wtedy co powiesz? %7łe działałeś w obronie własnej? Nie uwierzą w anijedno słowo.- Simone sięgnęła do torebki po papierosa.- Pourris, Jon.Wiesz, coto znaczy? Zepsuty.Skorumpowany.Ci policjanci nie byli dobrzy.- Musiałaużyć dwóch rąk, żeby utrzymać zapalniczkę.Jonathan otworzył skórzaną saszetkę.Dokumenty należały do Oskara Studera.Wachtmeister.Graub�nden Kantonspolizei.Potem zauważył, że samochód niejest wyposażony jak inne wozy policyjne.Nie było radiotelefonu.Anikomputera.Ani wieszaka na broń.Wnętrze niezwykle czyste.Ani drobiny bruduna chodnikach.%7ładnych pustych kubków po kawie.Licznik wskazywał dwatysiące kilometrów.W bocznym schowku leżały jakieś papiery.Dokumenty zwypożyczalni wystawione na niejakiego Oskara Studera.Samochód zostałwynajęty tego dnia rano o dziesiątej i miał zostać zwrócony w ciągu dwudziestuczterech godzin.Pourris.Dobrze wiedział, co znaczy to słowo.Przestał myśleć o zgłoszeniu się na policję.Schował papiery.- Wiedzieli, że jestem Amerykaninem.Czekali na mnie.Simone pokiwała głową i spojrzała mu w oczy, podzielając jego niepokój. Zerknął na skórzaną torbę i starannie zapakowaną paczkę.- Otwórz - powiedziała.- Przekonajmy się, co to takiego.Na pierwszy ogień wziął paczkę.Nożem szwajcarskim przeciął sznurek.Rozwinął papier, odsłaniając lśniące czarne pudełko.Złota nalepka z nazwiskiemprojektanta zdobiła górny prawy róg.- Bogner - przeczytała Simone.- To musi być prezent.- Na to wygląda - potwierdził Jonathan bez przekonania, przecinając wstążkęowijającą pudełko.Bogner projektuje luksusowe, ciepłe, eleganckie ubrania dla znanych ibogatych wybierających się w Alpy.W czasie wypadu do Chamonix w paz-dzierniku ubiegłego roku dla żartu zajrzeli z Emmą do jednego ze sklepówfirmowych.Był słoneczny dzień, pamiętał, jesienno-zimowy weekend, kiedyszczypiące powietrze zaczyna kąsać.- Który ci się podoba? - zapytała Emma szeptem, gdy skradali się alejkamisklepu.Byli komandosami działającymi za linią wroga. Wrogiem" - próżni ibogaci.Ci, którzy ignorowali ich  obowiązek interwencji".Jonathan wskazał grafitowy sweter pod szyję.- Wybieram ten.- Uważaj go za swój.- Serio? - Bawił się razem z nią.- Będzie ci w nim do twarzy.Bierzemy ten - powiedziała do krążącej w pobliżuekspedientki.- Naprawdę? - zapytał Jonathan głośno, ryzykując spalenie przykrywki.Emmapokiwała głową, ujmując go pod rękę.- Mam ukryte zasoby - szepnęła mu do ucha, najpierw skubnąwszy je zębami.- Czy pani ma jakieś zaskórniaki w pudełku po butach?Emma nie odpowiedziała.Rozmawiała z ekspedientką, jakby go tam nie było.- W rozmiarze XL.Proszę zapakować.To prezent dla męża.- Już nie mówiłaściszonym, dyskretnym tonem.I nie miała żartobliwej miny.- Emmo, chodz - powiedział.- Dość tego.Chodzmy stąd.- Nie.Zasłużyłeś.Zaległa wypłata.- Za co?- Nie powiem.W tym momencie Jonathan zobaczył etykietkę z ceną, omal nie zemdlał iwyciągnął żonę ze sklepu.Na zewnątrz śmieli się z jej impulsywnegozachowania.Ale nawet wtedy obrzuciła go lodowatym spojrzeniem, które mówiło, że popełnił grzech i jest skazany na niełaskę do czasu odwo-łania.Jonathan przypomniał sobie jej minę, gdy zdjął pokrywkę z pudełka.Podcienkim papierem zobaczył ciemny sweter.Rozchylił opakowanie, częściowowyjął go z pudełka.Zapomniał, jaki był miękki.- Piękny - powiedziała Simone.Sweter z Chamonix.Prosty, grafitowy, pod szyję.Porządnie zrobiony ielegancki, ale na pierwszy rzut oka zupełnie zwyczajny, dokładnie w jego stylu.Przesunął palce wokół wycięcia pod szyją.Poczwórny kaszmir.Nie ma nicbardziej miękkiego pod słońcem.Kosztował tysiąc sześćset dolarów.Półmiesięcznej pensji. Mam ukryte zasoby".Czy był to prezent urodzinowy, o którym wspomniała kierownikowi Bellevue?Odłożył sweter do pudełka.Saldo doktora i pani Ransom na rachunkubieżącym wynosiło obecnie około piętnastu tysięcy franków szwajcarskich.Wprzybliżeniu dwanaście tysięcy dolarów.I to przed uregulowaniem rachunku zahotel [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • lunamigotliwa.htw.pl
  •